If You can't comment my blog and open links, please - use different browser!

środa, 20 sierpień 2008

I love NY!

Tak, wiem, wiem, taki t-shirt to banał. Ale zawsze chciałam go mieć. Jest dużo za duży i to mi się w nim podoba - ja uwielbiam styl oversize!
A skarpety? No cóż.. Podpatrzyłam w Danii, spodobało mi sie i zamierzam nosić. Te zakolanówki (bo to zakolanówki ;)) kupiłam w Danii, w sklepie Bianco, za 60 koron - według obecnego kursu to trochę ponad 25 zł. Na metce była także polska cena - 50 zł. No cóż, nie bez racji są Ci, którzy złoszczą się, że przepłacamy w Polsce za ubrania.
A na drugim zdjęciu kawałek duńskiej tablicy ogłoszeń. ;)





t-shirt - gift from BigL;
jeans - pull&bear;
sunglasses (bought in Denmark) - tiger;
belt - vintage;
overknees - bianco;
shoes - h&m;
Piter - Estera's dachshund :).


PHOTOS BY ESTERA

TRANSLATION: I know, I know, that this kind of t-shirt is banal. But I always want to have got it. It's oversize and I really like it!
And overknees wearing as socks? I saw this trend in Denmark and I'm going to wear it very often!
In the second picture You can see the fragment of danish noticeboard. ;)

czwartek, 14 sierpień 2008

10 buttons.

Mam to do siebie, że jestem bardzo kochliwa. Zakochuję się notorycznie - na szczęście, tylko w ciuchach. W Danii, w bardzo fajnym sklepie "Puls" zauważyłam właśnie tę sukienkę. 3 minuty później była już moja. Urzekł mnie rząd dziesięciu guziczków (a każdy z nich kojarzy mi się z maleńką dyskotekową kulą - coś w tym stylu, zdjęcia tego niestety nie oddają). I muszę przeprosić za kolor wody ze zdjęć - wiem, jest okropny.







dress - only;
leggings - gatta;
shoes - h&m;
watch - gift.


PHOTOS & HAIRSTYLE ;) BY ESTERA


TRANSLATION: I'm very amorous . I fall in love notoriously, fortunatelly, only in clothes. In Denmark, in very nice shop "Puls" I had noticed this dress. 3 minutes later it belonged to me. I love a line of 10 buttons (they associate me discoballs - something like that). And I 'm sorry for a colour of the water on my photos - I know, it's horrible.

sobota, 9 sierpień 2008

meet Waldi!

Waldi jest przeuroczym jamnikiem, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Rozsiada się wygodnie na moich bluzkach, sukienkach, marynarce. Jednak najbardziej upodobał sobie moje szelki. Jest bardzo wygodnicki, lubi mieć dużo wolnej przestrzeni - zajmuje aż 3 piny! Uwaga! Wystarczy jedno jego spojrzenie i rozkruszają się nawet najbardziej twarde serca! ;)






shirt - gift from my Auntie;
trousers - pull&bear;
braces - h&m;
bag - zara;
shoes - h&m;
pins - Andischu.


PHOTOS BY WP.PL

TRANSLATION: Waldi is a lovely dachshund. I fell in love with him at first sight. He likes sitting on my blouses, dresses, jacket. But he loves especially my braces. He likes having a lot of space -
he takes up three pins! Caution! One his glare can conciliate all of You. ;)

PS. Powyższe zdjęcia znalazły się na stronie z modą uliczną: http://kobieta.wp.pl/gid,10232872,kat,75156,galeriazdjecie.html?T%5Bpage%5D=1 . Więcej zdjęć tutaj.
My photos are on this site with street fashion: http://kobieta.wp.pl/gid,10232872,kat,75156,galeriazdjecie.html?T%5Bpage%5D=1 . More photos here.

wtorek, 5 sierpień 2008

Skirt, skirt, skirt!

Od kiedy kupiłam tę spódnicę w duńskiej Vero Modzie (ale sprawdziłam - w Polsce także jest dostępna), nie mogę się z nią rozstać. Noszę ją bardzo często i czuję, że co, jak co, ale ona nigdy mi się nie znudzi. Jedyną wadą spódnicy jest to, że jest bardzo wąska i nie mogę w niej stawiać bardzo dużych kroków. ;) Chustę mój Tata nazywa "ścierką". W sumie ma rację - jest bardzo cienka i mała. Nie spełnia do końca moich wymogów, dlatego nie rezygnuję z marzeń o prawdziwej ludowej chuście ze straganu na Krupówkach. ;) Szkoda, że Zakopane tak daleko od Łodzi, oj, szkoda!







skirt (bought in Denmark) - vero moda;
white tee - stradivarius;
scarf - allegro.pl;
boots (bought in Denmark) - bilka.

PHOTOS BY ESTERA


TRANSLATION:
Since I have bought this lovely skirt in Vero Moda in Denmark, I can’t part with it. I’m wearing it all the time and I think, that I won’t never be fed up with it. Unfortunately, this skirt has one disadvantage – it is tight and it makes walking difficult for me.
My Father calls my scarf “duster”. And he’s right – my scarf is fine and small. It doesn’t satisfy me and I dream of a authentic folk scarf.

piątek, 1 sierpień 2008

Dania.

Nie jest żadną tajemnicą, że miejscem, które odwiedziłam w tegoroczne wakacje, była Dania. Jest to kraj bardzo urokliwy, czysty. Zaś Endrup (niewielka wieś około 20 km od Esbjerg) to mój raj na ziemi! Mieszkałam w domu z dachem pokrytym słomą, codziennie chodziłam na spacery nad pobliskie jezioro i rozkoszowałam się ciszą i spokojem. Na zakupy jeździłam właśnie do Esbjerg - i wszystkie moje obserwacje poczyniłam właśnie tam.
Dania słynie (podobno!) z wesz i luźnego podejścia do seksu. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale ja przyznałabym im zdecydowanie order dla najsympatyczniejszego narodu. Ludzie są bardzo otwarci, znają i angielski, i niemiecki, więc problemów z dogadaniem się nie miałam. Podobno tylko nie umieją liczyć - sama przekonałam się o tym, gdy okazało się, że dla kierowcy autobusu 38+38 daje 66. ;) Niemiłym zaskoczeniem były dla mnie tylko ceny - chleb kosztuje ponad 10 zł, a McDonalds jest 2 razy droższy niż w Polsce. No ale naturalnie zarobki także są nieporównywalnie wyższe niż w Polsce. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to podejście do reklamacji. Uznanie jej oraz oddanie pieniędzy zajęło ekspedientce.. 3 minuty!
Przechodząc do najważniejszego dla Szafiarek - sklepów i zakupów - och, o tym mogłabym pisać w nieskończoność! ;) Wśród sklepów zdecydowanie królują: Vero Moda, Only, Vila itd. Nie spotkałam się z ani jednym sklepem z grupy Inditex. Natomiast te, które wymieniłam, nawet jeżeli istnieją także w Polsce, w Danii są, moim zdaniem, lepiej wyposażone. Zdecydowanie lepiej niż w Polsce jest natomiast z ubraniami dla mężczyzn. Zdecydowanie faceci w Danii mają większy wybór niż Ci w Polsce, ceny często są jednak bardzo, bardzo wysokie.
Jeżeli wierzyć głównej ulicy w Esbjerg - styl skandynawski to mit. Nie spotkałam ani jednej kobiety w podfruwajce, tenisówek było bardzo niewiele, nie widziałam nawet ani jednej "skulonej" kurtki. ;)) Tylko koczków jest naprawdę sporo. To, co najmniej mnie cieszy, to (niezrozumiały dla mnie) szał na te buty. Strasznie mi się nie podobają, a tam widziałam je na stopach co drugiej kobiety. Reszta chodzi w butach tego typu, pojawiają się także takie modele. Natomiast faceci wyglądają jak z blogów wyjęci. Dla mnie są fenomenalni. Panuje dużo większa różnorodność niż w Polsce.
Czy zauważyłam jakieś trendy? Hmmm. Chyba najwięcej spotkałam dziewczyn noszących długie t-shirty lub swetry oraz legginsy z guzikami (sama takie kupiłam ;)). Producenci spodni zbankrutują przez Skandynawki! ;) Aha, jeżeli już noszą spodnie, to koniecznie muszą być one połączone z grubymi skarpetami, w które chowają nogawki spodni.
Zobaczyłam to na własne oczy - Skandynawki (i Skandynawowie) są naprawdę bardzo inspirujący. Mają świetny styl i dobre wyczucie smaku. Chociaż spodziewałam się większego szaleństwa. Takich prawdziwych modowych szaleńców chyba nie spotkałam. Hel-looks byłby niepocieszony. ;) Uważam także, że niepotrzebnie nabawiamy się kompleksów względem Skandynawów - ubierają się fajnie, są świetni, ale polskie Szafiarki nie powinny mieć kompleksów. Potrafimy to także zrobić dobrze, a po polsku!

No i oczywiście kilka zdjęć. Głównie ulicy, ale można także znaleźć człowieka. ;)








PS1. Być może moje wyobrażenie o Danii i Duńczykach jest nieco przekłamane, ze względu na dość niewielki obszar rozważań (Esbjerg liczy ok. 114 tys. mieszkańców i nie jest zdecydowanie Kopenhagą ;)), ale zależało mi na podzieleniu się z Wami moimi przemyśleniami, nawet jeżeli są aż tak okrojone.
PS2. Wiem, że to co dla mnie jest niezwykłe, dla niektórych może być normą, ja jednak do bardzo światowych osób nie należę i nadal wiele rzeczy mnie zaskakuje, dziwi i szokuje.

niedziela, 27 lipiec 2008

my boo(ts).

Moje plany uległy zmianie - jako pierwszy post po moim powrocie miał się ukazać obszerny artykuł o miejscu, w którym spędziłam 2 tygodnie - o Danii. Jednak po 15 godzinach bardzo męczącej podróży autobusem nie jestem w stanie sklecić nawet połowy (w miarę) mądrego zdania, rozpoczynam więc chwalenie się łupami. Na pierwszy ogień idą botki - z tego zakupu jestem bardzo, bardzo zadowolona. Taka już jestem, że nie umiem się nie cieszyć, kiedy udaje mi się kupić skórzane (na zewnątrz i wewnątrz) buty za 300 koron (ok. 130 zł). Ahh!



boots (bought in Denmark) - bilka.

Pierwszy zestaw to nic nowego, sukienka jest (jak wiadomo) całkiem nowa. Zastanawiałam się po prostu, jak (niby?)trend pt.: "Kozaki latem" sprawdza się w rzeczywistości. Kozaków pod ręką nie miałam, były botki. Wypróbowałam - da się z tym żyć, mnie było bardzo wygodnie. ;)



dress - h&m;
boots - bilka.


Drugi zestaw to prawie same nowości. Kapelusz kupiłam razem z butami, sweter tylko w połowie należy do mnie (naturalnie druga połowa jest Estery ;)), a spodnie to cholerstwo z Pull&Bear, które strasznie farbuje (Anio może potwierdzić, widziała! ;D).




white t-shirt - stradivarius;
trousers - pull&bear;
sweater - second hand;
hat (bought in Denmark) - bilka;
belt - bershka;
boots - bilka.



PS. Poszalałyście, Drogie Szafiarki. Przez kolejne 2 tygodnie nie ruszę się z domu, będę tylko komentować ten ogrom postów, który powstał pod moją nieobecność. Ahh! :)

czwartek, 10 lipiec 2008

like a housemaid.

Tak naprawdę w tej sukience zakochałam się, zanim zobaczyłam ją na oczy. Harel pisała o niej na Forum Szafiarek - a ja sukienki w stylu pokojówki szukałam od dłuższego czasu. Zniechęciłam się tylko na chwilę - po obejrzeniu Sierocińca. ;) No ale na szczęście znalazła się w mojej szafie. I od razu zyskała moją sympatię - zakładam ją zawsze wtedy, kiedy nie mam czasu ani ochoty na kombinowanie ze strojem. I myślę (a może po prostu mam nadzieję ;)), że właśnie minimalizm podkreśla jej urok. Dlatego, zamiast biżuterii, zakładam duże okulary i biorę wielką torbę! I już mogę ruszać w świat! ;)




dress, sunglasses, shoes- h&m;
bag - bershka.

PHOTOS BY ESTERA

Na koniec prezentuję pierwsze, nieśmiałe kroki Estery w dziedzinie fotografii. Niech się cieszy, no! ;)



Translation: I fell in love with this dress before I had seen it in a shop. Harel wrote about it at the forum – and I had been looking for a dress in style of housemaid for a long time. I became disheartened only when I watched „The Orphanage”. Fortunately I have this beautiful dress in my wardrobe! I love it because it is of use when I don’t have time and mind to combine with my clothes. And I think (or maybe I hope ;)) that minimalism emphasizes beauty of this dress. I choose oversized sunglasses and bag and I’m ready to leave the house!


PS: Wyjeżdżam na wakacje! Do zobaczenia po przerwie!

czwartek, 3 lipiec 2008

Spotkania szafiarstwa łódzkiego.

Nadeszły wakacje, znalazłyśmy czas i zdecydowałyśmy się (w końcu) na spotkanie. Ja i Anio, jedna z pierwszych szafiarek w Polsce (i na 99,9% pierwsza w Łodzi) umówiłyśmy się, by porozmawiać o ciuchach i zrobić sobie kilka zdjęć. Było świetnie! Anio jest cholernie sympatyczną dziewczyną. Przy herbacie przedyskutowałyśmy temat artykułu w WO, obgadałyśmy zawartość naszych szaf i rozmawiałyśmy o przecenach, szyciu itd itp. ;) I mimo wielkiego upału (dzisiaj podobno jest najcieplejszy dzień w roku...) bawiłam się naprawdę bardzo dobrze. Anio, dziękuję za spotkanie! A Wam prezentuję wspomniane wcześniej zdjęcia.







Bluzka jest pierwszym ciuchem upolowanym na tegorocznych wyprzedażach. Chodziłam wokół niej jakiś czas i, gdy byłam już zdecydowana na jej kupno (była mi potrzebna na zakończenie roku szkolnego), ona czekała na mnie przeceniona o połowę. Uwielbiam ją za jej urocze guziczki z tyłu i wygląd w stylu retro. A na bluzce rozsiadła się broszka - pająk - którą dostałam od Babci.



Torba jest także nowym nabytkiem - i, tak jak bluzka, została kupiona na wyprzedaży. Zakochałam się w jej kolorze - najchętniej bym ją zjadła. ;) A co do wyprzedaży - niech już się skończą, bo jeszcze tydzień i zostanę bankrutem.

TRANSLATION: Many people write to me that they don't understand polish. That is why I'm gonna translate everything...
Today I met with Anio, to talk about clothes and do a couple of photos. It was great! She's a nice girl! Later we discuss bunch of things with tea in meantime. In spite of the heat outside (today's the hottest day in year) I had a great time!
Blouse is first piece hunted in this year's sales. Long time I couldn't decide to buy it. When I finally understood that I need it, there it was waiting for me half price down. I love those gorgeous buttons and retro look. Brooch from my grandma matches perfect to it.
Bag is also new and from sale. I love that colour and I would eat it if I could. ;)
It's gonna be better if all the sales will finish or I'll be broke.


blouse, chino trousers, sunglasses, shoes - h&m;
belt, bag - bershka;
brooch - vintage.

wtorek, 24 czerwiec 2008

skarb.

Od początku istnienia mojej szafy miałam jedno marzenie - zaprezentować pewną sukienkę. Darzę ją niezwykłym sentymentem. To dla mnie najważniejsza rzecz w szafie - po prostu skarb. Dostałam ją od babci. Nie jestem pewna, ale to chyba prawdziwy vintage (przynajmniej taką mam nadzieję i proszę nie pozbawiać mnie złudzeń ;)).
Zdjęcia są lekko "niemodowe", ale proszę mi to wybaczyć - sukienka towarzyszyła mi na wielu sesjach. I artystyczne fotografie najlepiej oddają jej magię :). Jest plisowana, luźna. Najpiękniej prezentuje się w tańcu (musicie wierzyć na słowo ;)).



dress - vintage;
shoes - deezee.pl

Owa sukienka towarzyszyła mi także w trakcie sesji z Esterą. Pomagałyśmy koleżance zrealizować temat na rekrutację do Szkoły Filmowej. Zdjęcie wstawiam, ponieważ darzę je wyjątkową sympatią, pokazuje także całkiem nieźle omawiane wcześniej plisy. No i proszę wybaczyć niecodzienny makijaż. ;)



shirt - steps;
hat - c&a;
bag - mango.

PS. Dość nieciekawą sytuację związaną z tymi zdjęciami opisałam tutaj.

PS2. Na sam koniec - wszystkie możliwe zbliżenia - góra sukienki i plisy. Kolory przekłamane - w rzeczywistości jest oczywiście czarna.


środa, 18 czerwiec 2008

miasto mania.

Przyznaję się bez bicia - wymyślenie godnego tytułu dla tego posta mnie przerosło. Z pomocą przyszła mi Maria Peszek, której słucham ostatnio cały czas. Miasto mania to tytuł jej debiutanckiej płyty. Kojarzy mi się właśnie z poniższymi zdjęciami - może dlatego, że były robione właśnie tu - a na punkcie Pietryny mam fioła - w końcu na niej znajdują się wszystkie miejsca, które w piątkowe wieczory trzymają mnie przy życiu (zwłaszcza herbaciarnie...).

Nadruk na moim męskim t-shircie obiecałam pokazać już dawno. Ujawniam więc twarz tego, z którym ostatnio prawie się nie rozstaję. Tylko, nie wiedzieć czemu, wszyscy mnie pytają, czemu noszę na piersi Wałęsę. Ja podobieństwa nie dostrzegam. ;)



t-shirt - zara men;
marynarka/jacket - second hand;
spódnica/skirt - od Cioci/from my auntie;
torba/bag - mango;
zegar/watch - prezent/gift;
okulary/sunglasses - vintage;
buty/shoes - h&m.

No i nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła się moim ulubionym zdjęciem ;).



okulary/sunglasses - h&m;
pierścionek/ring - colour & beauty.

PHOTOS BY KAMIL